Mała Czarna
Sobota.
Sądny dzień.
Hue hue hue.
Wszystko było okej.
Zignorowałam zatroskane spojrzenia dziewczyn rzucanych na mnie ukradkiem.
Potem przyjechał Zayn. Poszliśmy do parku.
Usiedliśmy na ławce.
I- tak jak przewidywałam - zaczął mówić.
- Słuchaj... musze ci coś powiedzieć...ja..nie moge..
- Tak wiem, wiem. - przerwałam mu - nie możesz tego tak dłużej ciągnąć. Już nic dla ciebie nie znaczę. Zostańmy przyjaciółmi, Nie ma już tej chemii między nami. To nie twoja wina. Kocham inną. Bla bla bla...
Czyż tak?
- Tak. - odpowiedział.
Z satysfakcją obserwowałam zdziwienie malujące się na jego twarzy.
- Skąd wiedziałaś?
- Hmn... Naprawdę masz mnie za jakiegoś ślepego, głuchego, plastikowego bezmózga?
Pochlebiasz mi. - stwierdziłam ironicznie
- Nie, jesteś naprawdę fajna tylko...
- Tylko zrywasz ze mną. Czyż tak?
- Tak.
- Okej. Przyjęłam. Do widzenia. Żegnaj. Miło było.
Zayn był trochę zbity z tropu.. Pewnie oczekiwał "scen".. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Może cię odwiozę
- Nie dzięki. Przejde się. I chyba powinnam ci to oddać - powiedziałam wręczając mu srebrne serduszko.
- Zatrzymaj to..
- Na pamiątke? - spytałam drwiąco - Nie, nie chce.
I poszłam. W domu przywitały mnie ciekawskie spojrzenia dziewczyn.
- Tak zerwaliśmy. Zadowolone? - spytałam i poszłam do siebie
Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Raczej to drugie. Tęskniłam za Aleksem. Zayn był miły.
Tylko miły. Nic więcej.
Zadzwoniłam do Leny i poszłyśmy na kawę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz