poniedziałek, 12 marca 2012

Rozdział 10

Mała Czarna

Lecieliśmy samolotem. Pode mną rozciągał się Paryż. Wylądowaliśmy i pojechaliśmy do hotelu.
Mieliśmy oczywiście dwa osobne pokoje, ale zaraz obok siebie. Zapowiadał się cudowny weekend.
Wyjeżdżając z Londynu, zostawiłam pokłócone Klaudie i Izę, oraz Justynę.
Justyna zaczęła chodzić z Zaynem... Nie wiem jak on ją może znieść.
W sobotę rano wyjechaliśmy na wycieczkę po Paryżu. To piękne miasto.
Zjedliśmy drugie śniadanie,zwiedziliśmy kilka zabytków. Było super.
W niedzielę, przed odlotem do Londynu postanowiliśmy jeszcze kupić kilka pamiątek. Musiałam coś wziąć dla Marlenki.  To tak w wielkim skrócie.
Wróciłam do domu.
Opowiedziałam dziewczynom wszystko..
Justyna gdzieś wyszła ze swoim chłopakiem.
Sielanka.
Ok.  19 dostałam telefon ze szpitala.
Aleks był ciężko ranny, dostał kilka razy nożem w brzuch od jakichś dresiarzy (kiboli).
Dziesięć minut później byłam w szpitalu i siedziałam przy jego łóżku.
Nawet nie próbowałam powstrzymywać łez. Leciały same.
Minęło kilka dni. Był po operacji. Wybudził się ze śpiączki, ale dalej nie było z nim dobrze.
Siedziałam całymi dniami w szpitalu. Dziewczyny też przyszły z chłopakami kilka razy.
Po kolejnych kilku zarwanych nocach czuwania przy chorym pielęgniarki kazały mi iść do domu. Musiałam się trochę przespać.
Aleks wyszeptał tylko cicho:" Kocham cię....idź już..."
I zasnął.
Następnego dnia rano obudził mnie telefon ze szpitala....
Komórka wypadła mi z ręki i obudowa roztrzaskała się o posadzkę.
Przypomniała mi się pewna piosenka:
"To tak jakbyś krzyczał a nikt Cie nie słyszy.
Czujesz się prawie zawstydzony, że ktoś może
być tak ważny, że bez niego czujesz się nikim.
Nikt nigdy nie zrozumie, jak bardzo to boli,
Czujesz się beznadziejna."

Już nic nigdy nie będzie takie samo.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz