Weszliśmy
do szpitala. Najpierw poszliśmy kupić coś w sklepiku. Były to 3
soki : jabłkowy, pomarańczowy i brzoskwiniowy. Ulubione smaki Sary
:D
Następnie
poszliśmy do jej sali. Nie było jej, więc powiedziałam, aby Lou
został i na nią poczekał, a ja pójdę się zapytać lekarza co
tam z Sary organizmem :)
Nie
było mnie może z pół godziny. Byłabym wcześniej, ale to właśnie
są polskie szpitale. Czekałam chwile na lekarza prowadzącego. Jak
już się doczekałam zaczął się kłócić, że nie jestem z
rodziny. W końcu wyszło na to, że musiałam mu pokazać dowód
osobisty. Po jakimś czasie mi uwierzył...!
Szłam
już do sali mojej kuzynki, gdy musiałam wstąpić do łazienki. Tak
też zrobiłam.. miałam bardzo pilną potrzebę. Gdy wyszłam minęło nawet więcej niż pół godziny. Wchodząc do sali rzucił mi się momentalnie obraz,jakiego nigdy w życiu nie chciałam widzieć, jakiego nikomu nie życzę. Zobaczyłam mojego chłopaka całującego się z Sarą. Nie dość, że moja (prawie) najlepsza kumpela z Polski, to jeszcze miłość mojego życia. Coś m się nie zgadzało, bo wyglądało to raczej jakby ona napierała na niego, a on się bronił. Ale mimo to i tak się z nią całował.
-Faktycznie bosko w tej Polsce. No nie Lou.??- zawołałam płacząc
-To nie tak jak myślisz..- zaczął się tłumaczyć, ale mu przerwałam.
-To nie tak jak myślę.?? Ciekawe.. i to bardzo. A ty.- popatrzyłam na Sarę- nie jest Ci przynajmniej trochę głupio.??
-I tak długo nie pociągnęlibyście. Ja Louisa tylko od Ciebie uwolniłam- mówiła w ogóle nie poruszona.
Zaczęłam jeszcze bardziej płakać i wybiegłam z sali, ze szpitala. Najchętniej `wybiegłabym` z Polski, z tego cholernego świata.....!
Zanim zrozumiałam, że Lou miał klucze do auta, dobiegłam do samochodu.Oparłam się o niego, kucnęłam i płakałam.
-Może podwieźć Cię gdzieś.?- usłyszałam przygnębiony głos Lou.
-Mnie.?? Dzięki, poradzę sobie..- odparłam
-Ale ja mówię serio. I tak jadę do Ciebie, do domu. Musze spakować rzeczy. Już zamówiłem prywatny samolot... Za kilka godzin wylatuję do Londynu.
-Mówisz serio.??- zrobił mi się głupio, że go tu ściągnęłam, a teraz musi wracać do swojego domu, do chłopaków sam. Ale w końcu zasłużył sobie.... ;/
-A czemu miałbym kłamać.??
-No już kłamałeś tyle razy mówić, że mnie kochasz- teraz poleciały mi łzy po wcześniej wytartej z rozmazanego makijażem twarzy.
-Nie kłamałem wtedy, teraz i nie będę Cię okłamywać. Kocham Cię najbardziej w życiu.... Ja nie chciałem jej całować. Nawet nigdy o tym nie pomyślałem...
-Ymmm.. No dobra zawieź mnie do tego domu. Musze się spakować. Wyjeżdżam z Tobą, jak mi pozwolisz. Nie mam czego tu szukać. Swój dom mam w Londynie.
-Jasne, ze możesz.
Wsiadłam do samochodu. Silnik odpalił. Jechaliśmy w ciszy i spokoju. Nikt z nas nie miał zamiaru rozpoczynać rozmowy. W domu nikogo nie zastałam. Napisałam mamie kartę i nagrałam się kilka razy. Przeprosiłam ją, że musiałam szybko wyjechać i się z nią nie pożegnałam. Nic nie mówiłam o `kłótni` z Lou. Był on już moim eks. Mogłam go tak nazywać do końca życia. Nie przestałam go kochać, nawet uwierzyłam mu, gdy się tłumaczył przed samochodem, ale mnie zranił i to bardzo. Potem poszłam się spakować. Wzięłam ciasto mojej mamy. Poczęstuję z Londynie Nialla.... on zawsze jest chętny do jedzenia. Następnie pojechałam z Lou na lotnisko. Wsiedliśmy do samolotu. Wbiliśmy się w niebo. Lou na początku siedział obok mnie.Gdy nagle dostałam esa od Izy: 'Jak tam wasz wypad w Polsce.?? Co porabia Lou.??'
Odpisałam jej " Wypad.?? Nie mógł być lepszy. A mój były .?? Nie wiem sama go zapytaj. Właśnie siedze w samolocie i lecę do was. " Niestety musiał tego esa zobaczyć mój były.. Troszkę się zszokował tym byłym... Usłyszałam jak szepnął do siebie " Mój były. Tylko nie to". Czego on się spodziewał.?? Dolecieliśmy na miejsce. Gdy wysiadałam zobaczyłam......
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz